Francja nie „protestuje o lepsze szkoły”. Francja traci ulice.
Od końca września licea w całym kraju poszły w blokady. Oficjalny powód brzmi niewinnie: przepełnione klasy, brak nauczycieli, rozsypujące się budynki. Potem na ulicach zapłonęły śmietniki, barykady i wejścia do szkół. W czwartek ruchem objęto ponad tysiąc liceów, zablokowano ponad dwieście. W piątek zamkniętych było około czterystu placówek. Resort sprawiedliwości mówił o dwóch tysiącach zatrzymanych od początku zamieszek, głównie nieletnich. Sam czwartek dał blisko dwa tysiące zatrzymań i ponad trzystu rannych funkcjonariuszy. Amerykańskie relacje zliczają już około trzech tysięcy aresztowań i niemal czterystu rannych policjantów. Rannych jest też kilkudziesięciu nauczycieli i dyrektorów, w tym około czterdziestu dyrektorów.
We Francji trwa protest młodzieży szkolnej niezadowolonej z warunków w jakich przyszło się jej uczyć, oraz zbyt niskiego poziomu edukacji.
— Rafał Otoka Frąckiewicz (@rafalhubert) October 2, 2026
Płoną szkoły, autobusy, pojazdy straży pożarnej i nauczyciele.
Kaganek oświaty na pełnej ladacznicy. pic.twitter.com/icPXmhYla9
Totalny chaos w całej Francji : 625 aresztowań, 83 zaatakowanych policjantów, 32 rannych nauczycieli, setki spalonych szkół, podpalonych pojazdów i kościołów. Północnoafrykańscy i skrajnie lewaccy radykalni studenci wypowiedzieli wojnę państwu https://t.co/MZa3yG0cRX pic.twitter.com/qlgJCxOaRx
— Junoslav 369 (@Junoslav369) October 1, 2026
Premier Sébastien Lecornu zwołał komórkę kryzysową. Minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez powiedział wprost, że kraj zsuwa się w zamieszki i przemoc miejską. Minister edukacji Édouard Geffray ostrzegł, że blokady przejęli ludzie, którzy nie są uczniami tych szkół. Rząd wskazał palcem skrajną lewicę z La France Insoumise.
W Marsylii personel liceum Victor Hugo oblano benzyną. W Lille nauczyciel został pobity, gdy chciał wezwać straż do płonącego kosza. W Nantes i Bordeaux płonęły fasady i hole szkół. W Bordeaux strażak, który gasił barykadę przy liceum Montaigne, stanął w płomieniach po wybuchu pojemnika ciśnieniowego wrzuconego w ogień. Trafił do szpitala. Stojący obok filmowali.
A w Saint-Denis, epicentrum tej fali, burmistrz Bally Bagayoko z LFI stanął przy blokadzie i oświadczył, że przemoc w pewnym momencie może być uzasadniona. Potem te słowa podtrzymał. Prefekt policji skierował sprawę do prokuratury jako podejrzenie podżegania do przestępstwa. Oto polityk, który zamiast stanąć przy służbach, tłumaczy ulicę. Miasto, które od lat jest laboratorium nieudanej integracji, dostało zarządcę z tej samej formacji, która te blokady podgrzewa.
Nie trzeba tu teorii spiskowych. Wystarczy mapa. Seine-Saint-Denis, Pantin, przedmieścia Lille, Marsylii, Nantes. Tam, gdzie od dekad sprowadzano ludzi bez wymagania lojalności wobec państwa, drugie i trzecie pokolenie nie prosi o azyl. Ono zajmuje chodnik, podpala kosz i słyszy od swojego burmistrza, że przemoc bywa uzasadniona. Lewica dostarczyła język. Banlieue dostarczyło pięści. Szkoła, która miała asymilować, stała się polem bitwy.
To nie jest „młodzieżowy bunt”. To rachunek za multikulti wystawiony własnym nauczycielom, strażakom i policjantom. Kraj, który wstydził się wymagać, dostał ulicę, która niczego się nie wstydzi.
Polska wciąż ma wybór, którego Francja już nie ma. Granica, którą się kontroluje. Szkoła, w której nauczyciel nie boi się uwagi. Miasto, w którym burmistrz nie usprawiedliwia butelki zapalającej. Kto dziś mówi, że „u nas tak nie będzie”, niech spojrzy na Saint-Denis sprzed dwudziestu lat. Tam też ktoś to mówił.
Nie powtarzajmy cudzego samobójstwa.
Jeśli ten tekst ma sens, nie zostawiaj go u siebie. Polub i udostępnij. Niech dotrze do ludzi, zanim ktoś znów powie, że to tylko „sprawa francuska”.
#Francja, #Zamieszki, #Imigracja, #SaintDenis, #Polska
Opracowanie: Udostepnijto.pl
Źródła: BBC, Reuters, The New York Times, The Guardian, franceinfo, Le Figaro / relacje straży z Gironde, 29 września–2 października 2026.




